4 września 2025 roku w Morskim Instytucie Rybackim w Gdyni odbędzie się spotkanie sekretarza stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi Jacka Czerniaka z komisarzem UE ds. rybołówstwa i oceanów Costasem Kadisem. W rozmowach wezmą udział także przedstawiciele polskich organizacji rybackich, dla których Morze Bałtyckie jest nie tylko źródłem utrzymania, lecz także elementem tożsamości lokalnych społeczności.
Tematem obrad będą najważniejsze zagadnienia dotyczące stanu Bałtyku: kondycja rybołówstwa morskiego, rozwój akwakultury oraz przyszłość sektora przetwórstwa rybnego. Dyskusja ma dotyczyć zarówno ochrony zasobów naturalnych, jak i zapewnienia stabilnych warunków ekonomicznych dla rybaków i przedsiębiorców. W tle pozostaje konieczność godzenia interesów środowiskowych z gospodarczymi, co coraz częściej porównuje się do „chodzenia po cienkim lodzie” – każdy krok wymaga rozwagi i długofalowego myślenia.
Jak podkreślają eksperci, w ostatnich latach polskie rolnictwo i rybołówstwo znalazły się pod silną presją globalnych zmian: od wahań rynkowych po skutki kryzysu klimatycznego. Wspólna Polityka Rolna i Europejska Polityka Rybołówstwa stają się narzędziami nie tylko wsparcia finansowego, lecz także regulacji mających na celu ochronę środowiska i zachowanie bioróżnorodności.Morze Bałtyckie, będące akwenem wrażliwym, wymaga szczególnej troski – zarówno w zakresie zarybiania, jak i monitorowania stanu ekosystemu.
Symboliczny wymiar ma również sama lokalizacja wydarzenia. Gdynia i Gdańsk od dekad stanowią serce polskiego rybołówstwa. Spotkanie w Morskim Instytucie Rybackim to nie tylko rozmowy „przy stole”, ale także sygnał, że polskie władze i Komisja Europejska chcą słuchać głosu ludzi morza, którzy „niejedną burzę przetrwali”.
Dzień po spotkaniu, 5 września, w Gdańsku odbędzie się wspólna konferencja prasowa Jacka Czerniaka i Costasa Kadisa. Tam mają zostać zaprezentowane pierwsze ustalenia i dalsze kroki, jakie zostaną podjęte w kierunku zrównoważonego rozwoju sektora rybołówstwa w Polsce i w całym basenie Morza Bałtyckiego.
Co dalej z polskim rybołówstwem?
Jak wygląda dziś polski przemysł rybny? W 2024 r. z łowisk bałtyckich pozyskano 75,5 tys. ton ryb, co stanowi spadek o 20,5% względem roku 2023. Na koniec 2024 r. Polska posiadała 721 statków i łodzi rybackich – to o 12,5% mniej niż rok wcześniej. Łączna pojemność brutto (GT) wyniosła ok. 34 tys., co stanowi spadek o 4,2%, a moc silników – ok. 76,3 tys. kW, czyli o 9,1% mniej. Nie wygląda to dobrze.
Kondycja polskiego rybołówstwa przypomina dziś żeglugę po wzburzonym morzu – raz wiatr sprzyja, gdy np. odbudowują się stada śledzia i limity połowowe rosną, innym razem fale uderzają mocniej, jak przy spadku całkowitych połowów czy zmniejszaniu liczby jednostek we flocie. Bałtyk, wrażliwy niczym pole po długiej suszy, wymaga rozsądnej gospodarki zasobami i inwestycji w nowoczesne rozwiązania, które pogodzą interesy środowiska i lokalnych społeczności. W tym kontekście rozmowy w Gdyni i konferencja w Gdańsku są nie tylko politycznym gestem, lecz także sygnałem, że przyszłość rybołówstwa będzie zależeć od zdolności do współpracy – między państwami, instytucjami i samymi rybakami, którzy najlepiej wiedzą, jak „odczytywać morze”.
źródło zdjęcia: https://pixabay.com/pl/photos/fish-catch-jedzenie-rzeka-miasto-4342145/
Anna Miller

