Jesień tradycyjnie oznacza wyższe ceny jaj, ale w tym roku sytuacja na rynku jest wyjątkowa. Głównym powodem są ograniczenia w podaży wynikające z epidemii grypy ptaków, która doprowadziła do masowych ubojów niosek w Polsce. Chociaż hodowcy od miesięcy starają się odbudować stada, najnowsze ogniska choroby, m.in. w województwie mazowieckim, spowalniają ten proces.
Ograniczona podaż i jej skutki
Mniejsza liczba niosek oznacza, że jaj jest mniej zarówno w hurtowniach, jak i w sklepach. W efekcie ceny w hurtowniach rosną, a producenci nie ukrywają, że część podwyżek przeniesie się także na ceny detaliczne. Eksperci z Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz podkreślają jednak, że mimo wzrostu, ceny nie powinny eksplodować. Obecny poziom cen jest już wysoki, co samo w sobie ogranicza możliwość nagłych, dużych podwyżek.
Co mogą odczuć konsumenci?
Dla zwykłego konsumenta oznacza to umiarkowany wzrost cen jaj w sklepach. Nie będzie to więc dramatyczna podwyżka, ale w najbliższych tygodniach możemy spodziewać się, że za opakowanie zapłacimy kilka złotych więcej niż w lecie. Ponadto sezonowe wahania popytu i rosnące koszty produkcji mogą utrzymywać ceny na wyższym poziomie przez całą jesień.
Jak rynek reaguje?
Hodowcy starają się odbudować stada i zwiększyć podaż, ale tempo tych działań jest uzależnione od warunków sanitarnych. Jednocześnie producenci monitorują ceny detaliczne i planują dostosowywać produkcję tak, aby nie powiększać deficytu jaj na rynku. Dla konsumentów oznacza to, że wzrosty będą stopniowe, a nie gwałtowne.
źródło zdjęcia: pixabay

