To miały być rekordowe zbiory i powód do dumy, a stały się finansowym wyrokiem. Marzec 2026 roku przejdzie do historii jako jeden z najtrudniejszych momentów dla producentów „drugiego chleba” w Polsce. Podczas gdy w marketach płacimy za kilogram kilka złotych, polski rolnik dostaje w skupie zaledwie kilkanaście groszy.
Jaki jest efekt takiego stanu rzeczy? Tony warzyw gniją w magazynach, a widmo masowych upadłości gospodarstw staje się realne jak nigdy dotąd.
Magazyny pełne, serca ciężkie
Sytuacja w polskich gospodarstwach jest dramatyczna. Dzięki świetnej pogodzie w ubiegłym roku, plony były wyższe o blisko 20 proc. Dziś te nadwyżki zamiast zyskiem, są ciężarem.
Jeśli magazyny mają odpowiednie warunki, ziemniaki wytrzymają do czerwca. Potem nadają się już tylko do utylizacji
– ostrzega Grzegorz Manowski z Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego.
Co gorsza, zniknęła tradycyjna „wentylacja bezpieczeństwa” – kiedyś nadmiar zjadłyby świnie lub bydło, ale przy obecnym upadku hodowli w Polsce, ziemniaki po prostu nie mają gdzie trafić.
Niemiecki import i chińskie frytki dobijają rynek
Dlaczego polski ziemniak przegrywa na własnym podwórku? Rolnicy wskazują palcem na potężny import z Niemiec i Holandii.
Niemcy przywożą do nas towar za symboliczne kwoty, bo dostają dopłaty od swojego państwa. Pozbywają się problemu, a u nas jest kumulacja
– mówi w rozmowie z portalem EcoRolnik.pl Marcin Woleński, rolnik ze Świetokrzyskiego.
Jakby tego było mało, polskie przetwórnie ograniczają odbiór, bo rynek zalały… tanie frytki z Chin.
Gdzie podziały się pieniądze? „Łańcuch pośredników nas wykrwawia”
Największe oburzenie budzi gigantyczna przepaść cenowa. Klienci w miastach nie odczuwają kryzysu rolników – w Kielcach, czy Gdańsku ziemniaki wciąż kosztują sporo.
W sklepie płacę ponad dwa złote, a rolnik dostaje grosze. Trudno zrozumieć, skąd ta różnica
– dziwi się pan Marek, klient jednego z marketów.
Dla ekspertów odpowiedź jest prosta: lwią część zysku zgarniają pośrednicy i wielkie sieci handlowe, podczas gdy producent nie ma nawet na pokrycie kosztów paliwa i nawozów.
Czy to koniec polskiego ziemniaka?
Wiceprezes Pomorskiej Izby Rolniczej, Ryszard Kleinszmidt, nie zostawia złudzeń: bez natychmiastowej interwencji rządu i ograniczenia niekontrolowanego importu, wiele gospodarstw nie przetrwa do jesieni. Rolnicy już teraz rozważają drastyczne ograniczenie nasadzeń. Jeśli tak się stanie, za rok ziemniaków może zabraknąć, a wtedy ceny w sklepach wystrzelą w kosmos.
Obecnie wieś to nie tylko zapach nawozów i hałas ciągników – to przede wszystkim zapach niepewności i strachu o jutro.
Krzysztof Jarocki

